Cariocańskie credo

Z pamięcią tak czystą jak pozwala na to jej ułomność, do dziś wyraźnie rozpoznaję moje pierwsze (bardzo zresztą banalne) zetknięcie z naturą brazylijską. Jako mała dziewczynka lubiłam bez końca przeglądać wszelkiego rodzaju atlasy, zbliżające mnie do ogromnego świata, jego różnorodności i wielobarwności. Szczególnie fascynowała mnie potężna książka, która miała swoje miejsce w domu mojej babci.… Continue Reading


Nic się nie dzieje, bo nic nie musi

W odróżnieniu od cuchnącego dyktaturą polskiego korytka, na Lanzarote nic się nie dzieje. No bo czy coś dziać się musi, by było szczęście? By była błogość, pełny brzusio i mózgu ukojenie? Nie w tym świecie. Lanzarote to takie puszczenie oka w kierunku ludzkości od stworzenia. Dla ból hodujących pesymistów ostatecznie można by jej było zarzucić… Continue Reading


Metką na wierzchu

Obserwować życie niemalże mym ulubionym zajęciem jest. I nie ma to nic wspólnego z oceną, nieszczególnie odnajduję rozrywkę w sądzeniu postępowań ludzkich. Ale mieć już wzrok na baczności i czerpać z tego inspirację – oh, lubię! Patrzę, widzę, czytam, układam w głowie i pyszną zabawę dzięki temu mam. A ponieważ świat jest w swej małości… Continue Reading


Lanzarote – love, hope and misery(?)

Uprzejmie dołączam do poprzedniego postu drugi kieliszek wódki, tfu, zdjęć oczywiście, archiwalnie starszych, ale jeszcze tu nie publikowanych.  Fotografuje się tę wyspę zacnie, może nawet po marsjańsku. Wielkie są nadzieje tu przybyłych fleszomanów, spalone przez znakomitą część czasu przez nierozsądnie mocne Słońce. Koniec końców u boku czyha zawsze niedyskretna tragedia światła. Ale powodów do smutku… Continue Reading


Lanzarote – wyspa do kochania

Drodzy, Jest miłość na Lanzarote, rozkwita we mnie z każdym porankiem dnia nowego. W afrykańskiej Hiszpanii, ułamkowych zaściankach Czarnego Kontynentu, marzyłam o tropikach, posmaku Brazylii. Tęskniłam nocami i dniami i tym, co jest między nimi. Tymczasem rzucono mnie ku europejskim paszczom, które niczym nie przypominały wspomnień mych zza Atlantyku. Miłość ta nie jest zatem oczywista,… Continue Reading


Dzieckiem być

W dni jak ten, 1 czerwca, oczy zwracają się ku latom szczenięcym i koloryzują blask tamtych czasów. Było pięknie, tak dzisiaj to pamiętam, choć pewnie wtedy znalazłabym wiele powodów do utyskiwania. W końcu nie miałam tylu lalek barbie ile Ewelina i to Anię najbardziej lubili wszyscy chłopcy na podwórku. Był jednak w tamtych już nieco… Continue Reading


Non omnis moriar

Od czwartku towarzyszy mi egzystencja w kruchej bańce mydlanej. Zamknięta w jej sferze, jestem głucha na ataki prasy, komentarze dziennikarzy, wyznania wielkich tego świata. Wybrałam nieświadomość. Nieświadomość faktu samobójczej śmierci Chrisa Cornella. Ta nieświadomość jest jednak przyzwoicie świadoma faktu, że niedługo jej egzystencja dobiegnie kresu i nawet blado nie śmiem przypuszczać co wtedy nastąpi. Czy… Continue Reading