Lanzarote – wyspa do kochania

Drodzy,

Jest miłość na Lanzarote, rozkwita we mnie z każdym porankiem dnia nowego.

W afrykańskiej Hiszpanii, ułamkowych zaściankach Czarnego Kontynentu, marzyłam o tropikach, posmaku Brazylii. Tęskniłam nocami i dniami i tym, co jest między nimi. Tymczasem rzucono mnie ku europejskim paszczom, które niczym nie przypominały wspomnień mych zza Atlantyku. Miłość ta nie jest zatem oczywista, nie od pierwszych skrzyżowań wzroku. Owszem, należy dodać, że rozczulało mnie od zarania mego losu na archipelagu, ciepło słońca wpadającego licznie do tegoż maleńkiego gruntu, prowadziło moje myśli na kosmate manowce. Ale serce, ono znało tylko jednej ojczyzny przynależność, spojrzenie jedynego. Wierzyć zawsze chciałam w miłość mono, li jedyną. Więc bezprawiem było zakochać się w Lanzarote. Była ładna, kusiła swym blaskiem, ale musiałam zachować czujność, konsekwentnie opierać się jej wdziękom.

Nazywałam rodzące się we mnie uczucia lubieniem – przyjaźnią, nie kochaniem. Weryfikowałam je przy każdej sposobności i odmawiałam większej przestrzeni. Lubiłam lubić, lubiłam widzieć, lubiłam zachwyt na mej buzi malować. Ale kochać? No już bez przesady. Niemniej minęło wystarczająco dużo czasu zapisanego w oparzeniach skóry, zmęczeniu łydek, krwią umoczonych tkanin i pocie czoła, iż wyrzucić tego z lichego mózgu, tym bardziej gorącego serca, tak o, nie że nie wolno, po prostu nie można.

Przesiąknęłam ulotnym zapachem wyspy. Łagodnym, słodkim, wciągającym. Błogi jest w tym wszystkim spokój, który przejął kontrolę nad każdą komórką ciała i psychicznych neuronów. Totalny brak niepokoju, tak wielki, że ten wytłumiony blogostan przyćmił na moment pożądanie brazylijskie. I gdy na Czarnym Lądzie Słońce zapada się pod ziemią, zbierając ze sobą pomarańcz z nieba, słychać na szczytach kanaryjskich wzgórz jedynie pomruki ukojenia.

Im dłużej tu jestem, tym jaśniej widzę, jak drogie memu sercu są te lanzakamarki. Odkrywam je przy każdym poznaniu, jeżdżę wzrokiem po ich skończonej, czarnej długości, widzę blizny, zrogowacenia, widzę surowość i ukryte serce. Lanzarote jest wytrawna, jak smak czerwonego wina w ustach. Z każdym dniem zyskuje na jakości w mej ocenie. Obnaża przede mną swe historie o początkach, o ukształtowaniu, o wybuchu wulkanów. I widzę i czuję, i czuję i widzę, i już wiem, oh wiem, że to miłość właśnie jest. I jest ona wzajemna. Przyszła z czasem, bogata jednak o paletę urodzaju tego, co składa się na serca przynależność.

I okazuje się, że można kochać podwójnie, jednocześnie, na przekór, na ślepotę naszych mózgów.


Dla tych co oko bystre mają do estetycznych wdzięków, zapraszam na pierwszy kieliszek zdjęć z mych drogich zaścianków. Będzie więcej, obiecuję. Tysiące graficznych plików na mym komputerze niech będą waszą zaporą 😉

 

 

 

 

Advertisements
5 komentarzy
  1. Cudowne zdjęcia oddające piękno i klimat wyspy ❤ Ja się zakochałam od pierwszego wejrzenia,to najbardziej oryginalne miejsce jakie w życiu widziałam…palmy,kaktusy ,wulkaniczny krajobraz ❤ Mars i Afryka w jednym ❤ 😀 A Ty Kasiu na jak długo jeszcze zostajesz?

    Polubione przez 1 osoba

    • Jeszcze chwilę, Aleksandro, na ten moment ciężko mi powiedzieć jak długą. No i tak, tu jest i Księżyc i Mars i Afryka i hiszpańska mentalność. Taki mały skrawek Ziemi, a tak zachwyca!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s