Lanzarote – love, hope and misery(?)

Uprzejmie dołączam do poprzedniego postu drugi kieliszek wódki, tfu, zdjęć oczywiście, archiwalnie starszych, ale jeszcze tu nie publikowanych. 

Fotografuje się tę wyspę zacnie, może nawet po marsjańsku. Wielkie są nadzieje tu przybyłych fleszomanów, spalone przez znakomitą część czasu przez nierozsądnie mocne Słońce. Koniec końców u boku czyha zawsze niedyskretna tragedia światła. Ale powodów do smutku być nie powinno. Przynajmniej moje zdjęcia Wam tego nie pokażą. Na zdrowie, moi drodzy!

Reklamy
2 komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s